~Z perspektywy Julie~
'Normalne, kierujące się rozumem kobiety odchodzą od facetów, którzy podnieśli na nie rękę. Nienormalne, kierujące się sercem zostają z nimi i zazwyczaj ślepo wierzą, że to już nigdy nie będzie miało miejsca.' - przeczytałam kiedyś w jakimś kolorowym magazynie. Osobiście uważałam, że do żadnej z tych pieprzonych grup nie należę. Sprowokowałam? Sprowokowałam. Nie, nie bierzcie mnie za idiotkę, która twierdzi, że jej się należało. Ba, wczorajszego dnia poczułam się paskudnie. Zranił, upokorzył. Coś zdecydowanie we mnie pękło. Ale o dziwo nie płakałam. Leżałam pod jebaną ścianą ze ściskającym żołądkiem i tępo wpatrywałam się w jeden punkt. A w głowie oczywiście milion myśli, analizowanie... Jedno było pewne. Do takiej sytuacji dojść nie powinno. Ale doszło i nic tego nie zmieni.
Było późne popołudnie. Przetarłam oczy, podniosłam się z kanapy i rozprostowałam kręgosłup. Leniwym krokiem doczłapałam się do kuchni i sięgnęłam po butelkę wody. Kompletnie nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Z jednej strony chciałam spotkać się z Camille i o wszystkim jej opowiedzieć. Z drugiej zaś strony lepiej było chyba o tym nikomu nie mówić, bo i wstyd. Wywróciłam oczami zirytowana własnym tokiem myślenia.
W tym też momencie usłyszałam dźwięk przekręcanego zamka. Wzdrygnęłam się słysząc kroki. W końcu się zatrzymał. Jako, że stałam przodem do blatu zmrużyłam delikatnie oczy i wypuszczając powietrze odwróciłam się w jego stronę. Uśmiechnął się do mnie krzywo i spuścił głowę nieco w dół zatrzymując wzrok na trzymanym w jego rękach bukiecie czerwonych róż. Zabawne. Po każdym plaskaczu będę dostawała od niego kwiatki? Kurcze, żeby tylko starczyło mi wazonów!
- Głupie przepraszam chyba nie wystarczy, nie? - odchrząknął cicho.
- Na szczęście kupiłeś kwiatki, one załatwią sprawę - odpowiedziałam z sarkazmem i puściłam do niego oczko. Rose omiótł mnie speszonym spojrzeniem i podszedł do kosza na śmieci, chcąc je najwyraźniej wyrzucić.
- Zostaw. - Zatrzymałam go i wzięłam od niego bukiet. - Są ładne - dodałam i delikatnie przytknęłam nos do jednej z róży.
- Miałem prawo być na ciebie wkurwiony, ale posunąłem się za daleko. Żałuję, że cię uderzyłem, przepraszam - wymamrotał niewyraźnym głosem i zmniejszając odległość między nami chwycił mnie w talii. Strzepnęłam z siebie jego dłonie i zrobiłam krok w tył.
- Nie tylko to mnie zabolało - powiedziałam chłodno.
- Nie myślę o tobie jak o dziwce. Powiedziałem tak, bo tak się wczoraj kurwa zachowywałaś - mówił przez prawie zaciśniętą szczękę. Przynajmniej starał się hamować, robi postępy, brawa.
- Wiem, zachowałam się wczoraj głupio. - Nie miałam zamiaru zgrywać niewiniątka, było jak było. - Tylko, że miałam do tego powód.
- A ty znowu o tamtej lasce? - Prychnął z wymuszoną irytacją. - Ja z nią jedynie rozmawiałem. Nie siedziała mi na kolanach, a ja nie miałem zamiaru jej wyruchać.
- Co do tego to pewności nie mam. - Uśmiechnęłam się jakże życzliwie. Axl oczywiście niczego nie słyszał i chciał szybko zmienić temat, ale tym razem to ja do kurwy nędzy nie miałam zamiaru kończyć.
- Wiesz, idąc twoją logiką, zamiast urządzać wczoraj scenkę zazdrości z przypadkowym gościem powinnam była przyłożyć ci w twarz, odwrócić się na pięcie i wyjść z klubu.
- O czym ty pierdolisz? - Warknął.
- Podrywałeś inną, ale ja ci nie zrobiłam o to afery. A mam wrażenie jakbyś uważał, że to ja wszystko zaczęłam. Jasne, nudziło mi się wczoraj w tym zasranym klubie i postanowiłam ci zrobić na złość. Taka zachcianka!
- Znowu mnie prowokujesz do kłótni, mała - syknął, po czym nagle przybrał zbyt miły wyraz twarzy jak na niego, przejechał dłonią po moim policzku i przechylając głowę lekko w bok wbił we mnie nieznany mi dotąd wzrok. Poczułam się nieswojo. Mój lekki niepokój trwał jednak z dwie, trzy sekundy. Zaraz wcisnęłam mu te badyle z powrotem w ręce i odepchnęłam go od siebie.
- Wsadź sobie w dupę te kwiatki.
- W dupę to ja mogę wsadzić tobie, tyle że co innego.
- Jesteś do reszty posrany! - Złapałam się za głowę i szybkim krokiem ruszyłam do sypialni. Ja pierdolę, co ja jeszcze robię w tym mieszkaniu?
- Ale ciebie to kręci. - Zaśmiał się głupkowato i zaczął leźć za mną. Nie musiało minąć sporo czasu żebym poczuła jego łapska na swoim tyłku. Odwróciłam się gwałtownie do tyłu i zmierzyłam go morderczym spojrzeniem. On nic sobie z tego nie robiąc na nowo zaczął mnie macać.
- Nie dotykaj mnie. - Zagroziłam mu palcem, a on jak na zawołanie podniósł ręce do góry niby w geście poddania. Szkoda, że ten cwaniacki uśmiech nadal malował się na jego twarzy, którą miałam ochotę potraktować obecnie krzesłem.
- To może mnie uderz, hm? Ulży ci, będziemy kwita... - Kontynuował cały czas się uśmiechając. I uderzyłam go. Jak najmocniej potrafiłam. Odchylił się, złapał za policzek, a potem... A potem spojrzał na mnie z rozbawieniem i politowaniem. No kurwa! Zdenerwowana walnęłam go jeszcze raz, tyle że z drugiej strony. Parsknął śmiechem. Ułamki minuty dzieliły mnie od wybuchnięcia płaczem i wyjścia z tego chorego miejsca, w którym jak mnie zapewniano miesiąc temu - miałam być taka szczęśliwa. Gówno, nie byłam. Przynajmniej nie teraz. Przeklęłam pod nosem i zdecydowanym krokiem ruszyłam do wyjścia, kiedy w pewnym momencie poczułam, no właśnie nie poczułam gruntu pod nogami. Chłopak podniósł mnie do góry, a potem rzucił na łóżko. Chciałam jak najszybciej wstać i zobaczyć jego zamiary, ale było nimi prędkie przygniecenie mojej osoby swoim ciałem.
- Wykurwiaj! - Krzyknęłam szarpiąc go za rude kłaki, ale moje nadgarstki szybko zostały unieruchomione i przygwożdżone do łóżka. Rose natomiast wyciągnął swój język na wierzch i przejechał nim po mojej szyi, którą chwilę później przygryzł. - Spierdalaj! - Jęknęłam, ale ten naparł na mnie jeszcze bardziej. - Pieprz się! - Rzuciłam już płaczliwym tonem, ale tych słów mogłam akurat nie używać. Axl odkleił się wreszcie od mojej szyi i posyłając mi łobuzerski uśmieszek cmoknął mnie krótko w usta.
- Seks na zgodę? - Wymruczał, a ja tylko splunęłam na jego twarz, dokładniej mówiąc w jego oko. Idealnie. Chłopak przetarł je dłonią i śmiejąc się pod nosem wstał spokojnie z łóżka. Zamiast zwiewać wolałam go obserwować, co było idiotycznym pomysłem. Powodem było totalne niedowierzanie w to, co się właśnie działo.
Ściągnął z siebie ramoneskę i walnął ją o ziemię, żeby następnie podejść do radia. Po jego włączeniu, w pokoju rozbrzmieli Misfitsi, a on podszedł do łóżka, ściągnął z siebie koszulkę, a na koniec pasek. Z powrotem wrócił do mnie. A może raczej na mnie.
Idealny utwór - pomyślałam i przełknęłam głośno ślinę. Zaczęłam czuć się jak w kiepskim horrorze.
Czując zaciskające się dłonie na mojej szyi wiedziałam już, że ten wieczór zapamiętam na długo.
~Z perspektywy Axla~
Oddech dziewczyny zdecydowanie przyspieszył. Kiedy zaczęła jednak tracić powietrze, od razu zabrałem dłonie z jej szyi i sięgnąłem ręką po mój skórzany pas, który walał się gdzieś po podłodze. Blondynka widząc go obdarzyła mnie przestraszonym i zakłopotanym spojrzeniem, co jeszcze bardziej mnie podkręciło. Miałem zamiar zrealizować tej nocy wszystko czego moja chora fantazja pragnęła. Chciałem też odreagować. Zapomnieć o wczorajszym dniu, bo nie wniósł do mojego życia niczego dobrego. No może poza tytułami paru filmów porno, w których moja nowa/była znajoma miała rzekomo grać. Wracając... Wiedziałem, że wczorajsza kłótnia i to co podczas niej się wydarzyło nie wróżyły niczego dobrego. Jak byłem jeszcze gówniarzem i wracałem wieczorem z roweru do domu zobaczyłem raz jak ojczym niemiłosiernie leje moją matkę. Obiecałem sobie wtedy, że nigdy kurwa nie podniosę ręki na żadną kobietę.
Najwyraźniej nie miałem wystarczająco dużo siły, żeby nad sobą zapanować.
Zerknąłem na jej twarz. Szczerze? Współczułem jej, że trafiła na takiego skurwiela jakim nie ukrywajmy byłem ja. Ale czasami współczułem też samemu sobie, że trafiłem na nią. Mógłbym sobie znaleźć przecież laskę potulną jak baranek. Dominowałbym, a ona robiłaby wszystko co tylko bym chciał. Albo i lepiej kurwa nie. Jeszcze kazałbym jej wyskoczyć przez okno. Tak czy inaczej tej nocy miałem dominować ja. Pasem zakneblowałem jej buzię i obwiązałem go wokół jej głowy. Jedyne co mogła teraz robić to krzyczeć lub jęczeć. Wedle życzenia.
Rozejrzałem się po pokoju. Moją uwagę przykuła bandana, którą zaraz związałem ze sobą jej nadgarstki, a następnie zahaczyłem je o poręcz łóżka, tuż nad jej głową. Teraz spokojnie mogłem się wziąć za ściąganie z niej ubrań.
Palnąłem się w czoło zdając sobie sprawę, że nie mam jak zdjąć z niej koszulki. Ale jak już wiadomo byłem geniuszem i wspaniałomyślnym człowiekiem. W szufladzie trzymałem scyzoryk, tak na wszelki wypadek. Zacząłem powoli rozcinać jej koszulkę nie zwracając uwagi na jej sprzeciwy. A potem, kiedy została już w samym staniku wpadłem na może i nieco dziwny pomysł. Przyłożyłem końcówkę noża do jej brzucha i zacząłem sunąć nim DELIKATNIE w dół, nacinając jej przy tym niechcący skórę. Choć nie powiem, że na samo wspomnienie jej wczorajszego zachowania miałem ochotę ją nim zadźgać.
Julie krzyknęła, a ja zaskoczony zerkałem na spływające po jej brzuchu kropelki krwi.
Grę wstępną uważałem za zamkniętą. Zsunąłem z tyłka swoje spodnie, a następnie zębami ściągnąłem z niej bieliznę. Później chyba wiadomo co się działo. Pieprzyłem ją nie zwracając uwagi na grymas malujący się na jej twarzy.
Po wszystkim sięgnąłem po moje czerwone marlboro i odpaliwszy je zaciągnąłem się mocno dymem. Blondynka dyszała głośno obok mnie.
Wypuściłem dym na jej buźkę i zaśmiałem się krótko.
Parę minut później uwolniłem ją jednak z paska i bandany, po czym z zaciekawieniem czekałem na jej reakcję.
- Co... to... było..? - Wyszeptała widocznie przerażona.
- Zwykły seks - odparłem wzruszając ramionami, a następnie założyłem ręce za głowę.
I'll be seeing you again
I'll be seeing you in Hell
~*~
Tak, wiem, przesadziłam.
